Tego się nie spodziewałem. Finał show Netflixa „Nowe Rozdanie: Rhythm + Flow Polska” mnie porwał i absolutnie zachwycił. A poziom, który zaprezentowali na scenie Zippy Ogar, Boron i po prostu Kajtek, z miejsca dał im wjazd do czołówki młodej fali polskiego rapu.

„Nowe Rozdanie: Rhythm + Flow Polska” – Zippy Ogar fot. Piotr Matey/Netflix Polska

Powiem szczerze: muzycznym talent show ostatni raz ekscytowałem się, gdy w „X-Factorze” walczyła niepełnoletnia wówczas Agata Dziarmagowska, dziś znana jako Dziarma, czyli topowa raperka w naszym kraju (a na pewno moja ulubiona). Czyli… dawno, bodajże w 2014 roku.

Dlatego też do polskiej edycji netfliksowego „Rhythm + Flow” podchodziłem bez nadmiernego entuzjazmu, zwłaszcza, że kilka tygodni wcześniej dałem szansę analogicznemu programowi na Prime Video, czyli „Rap Generation”. Obejrzałem pierwszy odcinek, zupełnie mnie nie kupił i już nie wróciłem.

No ale dobra, wspomniana już Dziarma, do spółki z Sokołem i Bedeosem, gwarantowali, że przynajmniej po stronie stolika jurorskiego lipy nie będzie. Co prawda odcinki z lokalnych przesłuchań w kilku polskich miastach i casting w Warszawie specjalnie mnie nie porwały, ale i nie zniechęciły, więc oglądałem dalej.

Rhythm + Flow Polska: im dalej w rap, tym rymy gęstsze

A dalej było już tylko lepiej. Gdzieś na etapie cypherów i bitew na dobre wsiąkłem w rywalizację młodych gniewnych polskiego rapu (szczególnie mocno trzymając kciuki za Karę, która niestety odpadła po naprawdę ostrej i emocjonalnej słownej napierdalance z Ja22y).

Półfinał, w którym czwórka MC’s nagrywała własne zwrotki do featuringów z Chivasem, Fukajem, Rosalie i Żabsonem, stał już na bardzo wysokim poziomie. Tak jeśli chodzi o same wykony muzyczne, jak i o oprawy sceniczne ich występów. Serio: był ogień.

Okazało się jednak, że to tylko preludium przed wielkim finałem, który 28 maja wjechał na Netflixa. Przyznam: nie spodziewałem się, że zobaczę i usłyszę coś, co mnie pozamiata. A jednak. Zippy Ogar swoim numerem nagranym z Atutowym (absolutnie topowym polskim producentem) wyrwał mnie z butów.

„Po mojemu albo po mnie”, nawinięte ultra stylowo, z różnorodnym flow i na mocarnym bicie, brzmiało i wyglądało, jakbym stał pod main stage na Open’erze czy innej Coachelli, a nie oglądał to na kompie. Co tu dużo gadać: klasa światowa. Zresztą, cała trójka finalistów naprawdę dała radę.

Najpierw z grubej rury wypalił Boron, rapując „Modlę się o to, żeby to nie był sen” i udowadniając, że ma nie tylko zajebisty skill, ale i barwną, wyrazistą osobowość. Z kolei po prostu Kajtek naprawdę chwycił mnie za gardło intymnym i przesiąkniętym emocjami kawałkiem „Potwory i spółka”.

Zippy Ogarnął i zgarnął 500 tysięcy złotych

Jury nie miało łatwego zadania, a łzy Bedoesa czy autentyczne wzruszenie zazwyczaj zimnego jak stal Sokoła na długo zostaną w mojej głowie. Jak nawijał klasyk: to są emocje, to jest rap! Ostatecznie „na żyletki” wygrał Zippy, zgarniając przy okazji pół bańki. Moim zdaniem: w pełni zasłużenie.

Reasumując. Show Netflixa „Nowe Rozdanie: Rhythm + Flow Polska” mnie zaskoczył, zaciekawił i zostawił ze szczęką na podłodze. A poziom występujących tam młodych ludzi dał nadzieję, że nowa fala polskiego rapu przyniesie ze sobą coś więcej niż kolejne wcielenia brzmiących identycznie MC’s.

Trzymam kciuki i będę śledził dalsze kariery nie tylko finałowej trójki, czyli Zippy Ogara, Borona i po prostu Kajtka, ale też pozostałych uczestników, którzy zrobili na mnie naprawdę dobre wrażenie. To wspomniane już tu dziewczyny, czyli Kara i Ja22y, jak też panowie: Kajtek, Shelast, Mokebe czy KaZek. To idzie młodość!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *