Wszystko jest jasne, beef trzęsie miastem – rapował Tede prawie 20 lat temu, gdy dissował chłopaków z Płomienia 81. Teraz Warszawa znów ma szansę przeżyć silne wstrząsy, bo ten sam Tede odpowiedział właśnie na zaczepki innej legendy stołecznej sceny, czyli Tego Typa Mesa. I to odpowiedział naprawdę mocno.
Tytułem wstępu. Mes zaatakował Tedego w wywiadzie u Winiego, nazywając jego numery idiotycznymi. I niejako sprowokował Jacka do lirycznej utarczki, dodając, że jeśli TDF ma nagrać na niego diss, to niech będzie on w miarę wysokiej jakości. No to Tede odpowiedział konkretnie i bez pie*dolenia się w tańcu.
Jak być może wiecie, swego czasu byłem psychofanem Mesa, wielbiąc go bezkrytycznie. Ten czas jednak minął, bo Piotrek poszybował ze swoją karierą w kierunku niewchodzącym w kurs kolizyjny z moim gustem. A jego ostatnie kawałki to już zupełnie nie moja bajka.
Niemniej, liczę, że przy okazji beefu z Tedzikiem, Mesiwo odpali wrotki i przypomni sobie, jak się rapuje z ogniem i bez brania jeńców. Jak choćby w jednym z moich ulubionych numerów w jego dyskografii:
Tede vs. Płomień 81, czyli ogień z obu stron
Przywołana wyżej słowna potyczka TDF-a z Onarem i Pezetem (groteskowe wykony Nowatora pozwolę sobie z litości pominąć) to IMO najsmakowitszy befsztyk w polskim rapie, w którym obie strony wspięły się na wyżyny swoich bitewnych skillsów i dowiozły bezkompromisowe, a przy tym kapitalne numery. I do dziś zdarza mi się do nich wracać, bo zdecydowanie przetrwały próbę czasu. Zresztą sprawdźcie sami.
Mes vs. Mezo, czyli mecz wcale nie do jednej bramki
Zresztą bardzo podobnie było w najsłynniejszym beefie, w którym brał udział drugi z bohaterów aktualnych wydarzeń, czyli Ten Typ Mes. Piotrek pokłócił się swego czasu o ksywkę z Mezo, czołowym przedstawicielem trawiącego na początku XXI wieku polską scenę hip-hopolo.
I o dziwo, skazywany z góry na porażkę pan Jacek pokazał pazur i parę razy celnie trafił Mesa. Mówi się, że kawałki z tego beefu to najlepsze, co na przestrzeni całej kariery wypuścił Mezo. I ja się pod tymi słowami podpisuję.
Tede vs. Peja, czyli najdłuższa rapowa telenowela
Najgłośniejszym wołowym stekiem w historii polskiego rapu był z pewnością zatarg Tedego z Peją, o którym szeroko rozpisywały się nie tylko branżowe, ale i mainstreamowe media, a obaj panowie do dziś, mówiąc eufemistycznie, nie darzą się sympatią. Mnie osobiście ten beef akurat nieszczególnie ruszał, ale trzeba oddać, że dłuższego i odbijającego się donośniejszym echem konfliktu na rodzimej scenie nie było.
Peja vs. Parias, czyli befsztyk rozpoczęty rykoszetem
Warto wspomnieć, że niejako efektem ubocznym tego befsztyku była liryczna kłótnia Rysia z Pelsonem i Eldo. Zaczepieni przez poznaniaka reprezentanci warszawskiej sceny odpowiedzieli, wraz z Włodim, jako Parias.
Jimson vs. VNM, czyli tak się walczy w podziemiu
Gdybym jednak miał wybierać drugi, po starciu Tedego z Płomieniem, mój ulubiony beef w polskim rapie, byłby to ten z udziałem dwóch absolutnych legend polskiego undergroundu. Zarówno Jimson, jak i VNM dowieźli tu ostre jak brzytwa numery. Zaiste, było grubo.
Przypominając najgłośniejsze awantury w historii polskiej sceny, na pewno trzeba wspomnieć też o zwarciach Piha z Panem Duże Pe, Fokusa z Paluchem czy konfliktach, w które wdawała się SB Maffija (z Deysem czy Dixonami). A jeśli chodzi o podziemie, niewiele słabiej niż w pojedynku Jimsa z Venomem, poradzili sobie kilka lat później LaikIke1 i Solar.
I to chyba najciekawsze, co hiphopowy zakład masarski made in Poland miał na przestrzeni blisko trzech dekad do zaproponowania. Liczę jednak, że za sprawą najświeższego befsztyku Tedego z Mesem doczekamy się kolejnego, soczystego rozdziału tej mięsnej historii.