Czterech raperów, do których będzie należał 2019 rok

Dwóch młokosów, pionier i żywa legenda polskiej sceny, a na dokładkę gość w średnim – patrząc z rapowego punktu widzenia – wieku. Oto czterech MC’s, którzy mogą srogo pozamiatać w bieżącym roku.

Jeśli miałbym wskazać młodego gracza, którego gwiazda w 2019 roku rozbłyśnie najjaśniej, bez wahania wskazałbym Schaftera, o którym kilka słów napisałem już w rapowym podsumowaniu ubiegłego roku. W sumie niewiele o nim wiadomo. Nazywa się Wojtek Laskowski, pochodzi ze Śląska i ma – najprawdopodobniej – 15 lat. No i posiada już na koncie jeden, wielki hit. Nagrany wspólnie z mlodymskinym letniak „DVD” przekroczył niedawno liczbę 3 mln wyświetleń na YT.

Nie będę świrował, że śledzę jego poczynania od samego początku, gdy nie znał go nikt oprócz rodziców i kilku kumpli. Nie, na dobre odkryłem go dopiero kilka tygodni temu, gdy w moje słuchawki wpadł zbiór dotychczas nagranych przez niego numerów. „Hors d’oeuvre” wciągnęło mnie przede wszystkim niesamowitym klimatem produkcji (w której mocno słychać, że Schafter lubuje się choćby w brzmieniu lo-fi, funku czy jazzie), a także bardzo oryginalną nawijką. Tak zgrabnie, nienachalnie, a przy tym intrygująco i pomysłowo polskiego rapu z angielskimi wtrąceniami nie łączył jeszcze nikt. A dodajmy, że chłopak nie tylko robi bity i na nich rapuje, ale też sam tworzy klipy do własnych kawałków, z których bije ogromna nostalgia za latami 80-tymi i epoką VHS’ów. Nieźle jak na gościa, który legalnie nie może sobie jeszcze piwa kupić, co?

Jak sama, francuskojęzyczna nazwa wypuszczonej jesienią zeszłego roku kompilacji wskazuje, „hors d’oeuvre” to jedynie przystawka przed dalszymi ruchami tego zawodnika. I jestem pewien, że jeśli tylko wyda w 2019 roku EP-kę albo longplay, z miejsca zrobi się o nim bardzo, bardzo głośno. Tymczasem oficjalny debiut na mainstreamowym wydawnictwie ten utalentowany nastolatek zaliczy już za kilka tygodni, gdy gościnne pojawi się na nowym albumie Otsochodzi, na jednym tracku z samym Tym Typem Mesem.

O tym, że przed tym młokosem rysuje się świetlana przyszłość może świadczyć jeszcze jeden niuans. A mianowicie fakt, że jego menedżerem jest Jan Porębski. Jeśli nic wam nie mówi to nazwisko, powiem tylko, że ten gość reprezentuje także dwóch innych polskich raperów, o których mogliście kiedyś słyszeć – niejakiego Taco Hemingwaya i wspomnianego już Otsochodzi. A teraz zastanówcie się, czy ktoś w ostatnich latach zrobił w polskim rapie bardziej spektakularną karierę od tych dwóch panów. Zresztą, kilka dni temu w Asfalt Shopie pojawiła się – w limitowanym nakładzie –  fizyczna wersja wspomnianego, debiutanckiego materiału Schaftera. Coś mi to przypomina…

Drugim młodzianem, który w najbliższym czasie może sporo na rodzimej scenie namieszać, jest Jan-rapowanie. Tak, to naprawdę jego ksywka. Ten pochodzący z Krakowa MC na szersze wody wypłynął dzięki udziałowi w akcji SB Starter i Młodych Wilkach Popkillera, a w 2018 roku wydał swój debiutancki materiał „NOCNA ZMjANA”, wyprodukowany przez Nocnego.

I tenże materiał odbił się donośnym echem na lokalnym, hip-hopowym podwórku. Świeżość, luz, naturalność i – jakby to kretyńsko nie zabrzmiało – normalność sprawiają, że tego chłopaka po prostu nie sposób z miejsca nie polubić. W dobie totalnie przegiętych, starających się wyróżnić za wszelką cenę rówieśników, Janek przykuwa do głośników sprawnym łączeniem newschoolowych brzmień z szacunkiem dla starej szkoły i klasycznym stylem nawijania.

Swoją wyrobioną „NOCNA ZMjANĄ” pozycję jednego z najbardziej utalentowanych raperów młodego pokolenia w naszym kraju, krakowianin potwierdził w kolejnych miesiącach kilkoma bardzo udanymi gościnnymi zwrotkami, m.in. u Holaka czy Wudoe. Nic więc dziwnego, że zapowiedziana na luty EP-ka „Gupie miny” wyczekiwana jest przez fanów z wypiekami na twarzy.

A teraz przenieśmy się do przodu o dobre 20 lat z okładem. Już w połowie lutego swój debiutancki (jakkolwiek kuriozalnie by to nie brzmiało w kontekście faceta, który kładł podwaliny pod rozwój sceny jeszcze w latach ’90 ubiegłego wieku) solowy album wyda Sokół, który śmiało mógłby być ojcem dwóch wymienionych wyżej młodzików.

Wystarczyło kilka niewiele mówiących plakatów rozwieszonych w Warszawie, na których nie pojawia się nawet tytuł płyty, by w środowisku zawrzało. O tym, jaką marką w polskim rapie jest Narrator, najlepiej świadczy fakt, że bez wypuszczenia nawet jednego singla, bez pokazania okładki i wciąż bez podania tytułu, preorder wydawnictwa sprzedaje się świetnie.

A gdy założyciel Prosto zaczął stopniowo ujawniać tracklistę krążka, wrzenie zamieniło się w żywy ogień. Duża różnorodność na produkcji (od Pejzażu, przez Steeza i Magierę, po Duita i Dryskulla), interesujący wokaliści i wokalistki (m.in. Igo, znany z duetu z Bass Astralem czy Lena Osińska z zespołu Sonar) i wreszcie zamykające grę rapowe gościnki (Sokół, PRO8L3M i Taco Hemingway w jednym numerze? Bardzo proszę!).

Cytując innego weterana naszej sceny, to nie może nie być hit. Zwłaszcza biorąc pod uwagę formę, jaką Wojtek S. zaprezentował na ubiegłorocznym Projekcie Tymczasem, gdy nie dość, że przejechał się po centrum Warszawy konno, to jeszcze rzucił do tego wersy, które z miejsca trafiły do kanonu rodzimego rapu. W 2019 roku raczej nie będzie większego wydarzenia na polskiej scenie. I to nie tylko hip-hopowej, ale szeroko pojętej muzyki miejskiej.

Znacznie ciszej o – również nadchodzącej wielkimi krokami – kolejnej płycie Wudoe. Ale coś mi mówi, że tu też będzie dobrze, a nawet więcej niż dobrze. Bo choć W.E.N.A. ma dyskografię bardzo nierówną (od znakomitego, zupełnie słusznie okrzykniętego podziemnym klasykiem „Wyższego dobra” i kultowych w pewnych kręgach, nagranych wspólnie z Rasmentalism „Dużych rzeczy” po dwa mocno przeciętne longplaye wydane pod egidą Asfalt Records), ostatnio jest zdecydowanie na fali wznoszącej.

Najpierw, w 2015 roku, od wywodzącego się z Marymontu rapera dostaliśmy dwie świetne EP-ki („Monochromy” do dziś pozostają moją ulubioną płytą warszawiaka i jedną z absolutnego topu z całego polskiego hip-hopu, a i nagrane wspólnie z Sariusem „Złe towarzystwo” to bardzo dobry materiał). Pod sam koniec 2017 roku Wudoe wypuścił z kolei „Niepamięć”. Zbywając milczeniem niezbyt udaną promocję krążka, to naprawdę kapitalny album, trzymający od pierwszego do ostatniego numeru wysoki poziom. Mocne, szczere, przesycone emocjami, a czasem dojmująco smutne wersy rzucane na zimne, oszczędne, często wręcz minimalistyczne bity dały piorunujący efekt. To W.E.N.A. w życiowej formie, czyli po prostu jeden z lepszych raperów nad Wisłą.

Wysoką dyspozycję Wudoe potwierdził kilkoma gościnnymi zwrotkami, a także pierwszym singlem zapowiadającym nową płytę. Ja czekam z ogromnymi nadziejami. I są spore szanse, że się nie zawiodę. Wy również.

Dodaj komentarz