Jednym słowem – sztos

Wpis sprzed równo roku, a właściwie pean na cześć Dwóch Sławów, zakończyłem zdaniem, że ich płyty – jako nielicznych raperów w naszym kraju – będę kupował w ciemno, bo jestem przekonany, że mnie nie zawiodą. Dziś, kilka dni po premierze i po kilkunastu odsłuchach „Ludzi Sztosów”, mogę śmiało rzucić: a nie mówiłem?

ludzie_sztosyJakoś tak się na polskiej scenie składa, że zazwyczaj albumy, co do których oczekiwania są niezwykle wysokie, zawodzą. Można na palcach jednej ręki (w porywach dwóch) policzyć tych graczy, którzy są w stanie sprostać rozbuchanym wymaganiom fanów i przeskoczyć poprzeczkę zawieszoną swoim poprzednim wydawnictwem. Sławom się udało.

Dostaliśmy bowiem krążek, który jest kontynuacją „Nie wiem, nie orientuję się” (już samo intro nie pozostawia co do tego złudzeń), ale jednocześnie jest płytą bardziej dopracowaną, z celniejszymi linijkami (i niech mnie tu Astek nie ściemnia, że piszą teksty na kolanie), z ciekawszymi bitami (choć tu akurat wciąż jest spore pole do popisu – ale o tym później). Po prostu lepszą.

Sławy to duet wyjątkowy na naszej scenie. Jasne, było kilka tandemów z podobną „chemią” między raperami (vide choćby Tede i Numer Raz, Pezet i Onar czy Sokół i Jędker), ale jednak w tamtych przypadkach zawsze to jeden MC był motorem napędowym, a drugi starał się mu dotrzymać kroku. A tu mamy sytuację, w której naprawdę bardzo ciężko stwierdzić, kto jest lepszy.

Moim faworytem akurat jest Astek, który zrobił niesamowity progres na przestrzeni ostatnich lat (nie zapominajmy, że na początku poczynań duetu ograniczał on swoją rolę jedynie do bitmejkingu, mikrofon w pełni oddając Radosnemu), ale to nie znaczy, że Rado mu ustępuje. Nic z tych rzeczy, obaj mają tę samą łatwość rzucania jakby od niechcenia błyskotliwych, wwiercających się w głowę wersów. A takich na „Ludziach Sztosach” jest od groma i ciut ciut.

Teksty to zdecydowanie najmocniejsza strona tego krążka. Naładowane hashtagami i punchline’ami, wypchane po brzegi metaforami i gierkami słownymi, powodują, że przy każdym kolejnym odsłuchu można odkrywać nowe smaczki. A przecież nie ma chyba nic przyjemniejszego.

Nie będę nawet próbował wybierać najlepszych linijek, bo musiałbym cytować całe zwrotki. Mam za to swoich faworytów jeśli chodzi o kawałki. Numer jeden to „O sportowcu, któremu nie wyszło”, czyli znakomity storytelling, utrzymany w charakterystycznej dla Sławów ironiczno-prześmiewczej tonacji, traktujący jednak o sprawach poważnych. No i ten bit, chyba najlepszy na płycie autorstwa młodego Dulewicza (w przeciwieństwie do pozostałych newschoolowych „wiertarek” tutaj Flip postawił – ze świetnym skutkiem – na klasyczne, samplowane brzmienie).

[youtube=http://youtu.be/TAN8VPTKd5Y]

Kapitalne są znane już przed premierą singlowe „Bą Bą Bą” czy „SMGŁSK”, bardzo lubię też otwierające płytę „:(„, gdzie chłopaki rozprawiają się z przylepianą im na siłę łatką kabareciarzy (Astek dość dosadnie wskazuje, co takie indywidua powinny zrobić). Bardzo mocna jest także końcówka albumu, a zwłaszcza „Kobiety Sztosy”, zresztą w zasadzie wszystkie kawałki trzymają wysoki poziom i żaden nie odstaje.

I o ile Sławom zarzucić nie można absolutnie nic, są mistrzami w swoim fachu jakich w tym kraju ledwie kilku, o tyle uczciwie trzeba przyznać, że produkcje, na których kładą swoje znakomite wersy, mogłyby być nieco lepsze. Żeby nie było – bity nie są słabe – ale wydaje mi się, że gdyby Radek z Jarkiem choć kilka numerów zarapowali na podkładach autorstwa kogoś innego niż ojcowsko-synowski tandem Dulewiczów, zdecydowanie wyszłoby to „Ludziom Sztosom” na dobre. Może doczekamy się tego na kolejnym albumie.

Zdaję sobie sprawę, że rap Astka i Radosnego nie wszystkim musi się podobać. Kogoś może drażnić ogromne natężenie hashtagów, komuś innemu może nie przypaść do gustu humorystyczna konwencja zdecydowanej większości nagrywanych przez nich numerów, jeszcze ktoś będzie narzekał na dobór tematów. Ale taki jest właśnie ich rap, w tym czują się najlepiej i przez to tak bardzo wybijają się na naszej nieco zatęchłej scenie. A ja to przyjmuję z całym dobrodziejstwem inwentarza, bo to po prostu takie asy są, że nie da się inaczej.

[youtube=http://youtu.be/akwys3a4wUw]

Dwa Sławy „Ludzie Sztosy”
Embryo Nagrania 2015

3 myśli na temat “Jednym słowem – sztos

Dodaj komentarz