Panie władzo, ja tu tylko tańczę

tacoDo napisania o gościu posługującym się ksywką Taco Hemingway zbierałem się od kilku miesięcy. W zasadzie od momentu, w którym pierwszy raz usłyszałem „Trójkąt warszawski”, wiedziałem, że taki wpis powstanie, pytaniem otwartym pozostawała jedynie kwestia, kiedy to nastąpi. W weekend dotarła do mnie via Poczta Polska fizyczna wersja albumu. I to był ten impuls.

Są takie chwile, ostatnimi czasy nader rzadkie, gdy słuchając polskiego rapera po raz pierwszy, nie znając go wcześniej zupełnie, masz ciarki. Gdy ktoś, jeszcze chwilę temu kompletnie dla Ciebie anonimowy, przykuwa Twoją uwagę od pierwszych wersów i nie pozwala oderwać się od głośnika nawet na moment.

Tak miałem z Taco.

W polskim rapie dobrych koncept-albumów, tworzących zwartą, przemyślaną historię, nawiniętych z odpowiednią swadą i werwą, jest jak na lekarstwo. Wybitny i wybitnie niedoceniony krążek „Wbrew wskazówkom” nagrał Tomasz Andersen (wrocławski raper lepiej znany jako Roszja), O.S.T.R. parę lat temu stworzył świetne „Tylko dla dorosłych” i… w zasadzie tyle.

Taco Hemingway zabiera nas w nocną podróż po warszawskich ulicach i klubach, opowiadając miłosną historię, rozgrywającą się w tytułowym tercecie, który tworzą główny bohater, jego ruda eks-dziewczyna i niejaki Piotr.

Sam Taco w jednym z wywiadów powiedział, że to płyta o pijanych, zakochanych ludziach w mieście i o miłości, która rodzi się z używek i jest nimi wzmacniana. I w zasadzie to wszystko, co musicie wiedzieć. Więcej szczegółów mogłoby zadziałać jak filmowy spoiler i zepsuć przyjemność ze słuchania.

Bo i sam album jest jak film. Taco ma niebywałą łatwość opowiadania wciągających historii i malowania słowem plastycznych obrazów. Wcale nie trzeba być warszawiakiem i nie trzeba znać wszystkich opisywanych na płycie miejscówek, by odnaleźć się w tym świecie i dać mu się uwieść.

Nocna, pijana Warszawa widziana oczami 24-letniego rapera ma w sobie coś brudnego, lepkiego i jednocześnie fascynującego. Pachnie jak „szlugi i kalafiory”, ma posmak wódki i śledzia z Zakąsek wzmocniony opowieściami pana Romana, brzękiem tłuczonych butelek i przyśpiewkami o PZPN-ie.

Ma coś z klimatu stolicy przewijającego się i w twórczości dawnych mistrzów pokroju Grzesiuka i Tyrmanda, i współczesnych warszawskich miejskich poetów jak Eldo czy Żulczyk (pierwszy odsłuch „Trójkąta” zaliczyłem wkrótce po lekturze „Ślepnąc od świateł”, więc może stąd to skojarzenie).

Jasne, Taco nie jest (jeszcze) raperem doskonałym. Trochę kuleje u niego flow, dykcja momentami mogłaby być lepsza, ale to zupełnie, nic a nic, nie przeszkadza. Filip Szcześniak (to on ukrywa się pod enigmatycznym pseudonimem) jest bowiem przede wszystkim niesamowicie oryginalnym artystą, ma bardzo charakterystyczny głos, ogromny talent narracyjny i charyzmę, która skutecznie przykrywa ewentualne niedoskonałości.

Słowo o warstwie muzycznej, bo Rumak – autor pięciu z siedmiu bitów – wykonał naprawdę kawał solidnej roboty, muzyka znakomicie pasuje do nawijki Taco, a podkład z „Wszystko jedno” to absolutne mistrzostwo. Także Bebun pokazał się od bardzo dobrej strony tworząc do numeru zatytułowanego – nomen omen – „Mięso” pełnokrwisty bit z mocnymi bębnami i mięsistym brzmieniem.

Dodatkowego klimatu całości dodają fantastyczne, świetnie wkomponowane cytaty wycięte z Polskiej Kroniki Filmowej. Bo w urzędach były koniaki.

Gdzieś przeczytałem, że Taco to taki hipsterski Oskar z PRO8L3M-u. Nie do końca się z tym zgadzam, ale jedno jest pewne – obaj są jednymi z najciekawszych młodych warszawskich raperów, mają swój niepodrabialny styl i magnetyzm w głosie, który sprawia, że po prostu chce ich się słuchać. Na okrągło.

PS. Gość ma zdecydowanie za mały fame jak na swoje możliwości, choć ostatnio zdaje się, że – dzięki kilku wywiadom prasowym i radiowym – coś się w tym temacie ruszyło. Niemniej jednak mam nadzieję, że umiarkowany sukces debiutanckiego albumu go nie zniechęci. Takich raperów nad Wisłą ze świecą szukać, więc oby mu się nie znudziło i nagrywał dalej. Taco, trzymam kciuki!

2 myśli na temat “Panie władzo, ja tu tylko tańczę

Dodaj komentarz