Aresztowanie Kaza Bałagane a współczesne dziennikarstwo hip-hopowe

Mało rzeczy mnie na tym świecie wkurza tak bardzo jak słabe merytorycznie, nierzetelne, niechlujne artykuły w mediach, zwłaszcza tych traktujących o rapie. Może to kwestia spaczenia zawodowego, a może zamiłowania do tej muzyki. Nie wiem. Wiem za to, że dziś znów się we mnie zagotowało. Wszystko przez aresztowanie Kaza Bałagane. A raczej przez sposób relacjonowania całej sprawy.

Ten blog powstał kilka ładnych lat temu m.in. dlatego, że strasznie mierziła mnie (by nie użyć mocniejszych sformułowań) bylejakość większości mediów zajmujących się rapem. Jako osobę zawodowo parającą się dziennikarstwem, do szewskiej pasji doprowadzały mnie kolejne nieudolne, pisane niechlujną polszczyzną – bez poszanowania zasad ortografii, gramatyki i interpunkcji – recenzje czy „felietony”. Albo wywiady polegające na odpytywaniu raperów wedle z góry założonego schematu, bez jakiejkolwiek próby zgłębienia poruszanych w rozmowie wątków czy pociągnięcia interlokutora za język.

Pewnie, jest w naszym kraju grupa dziennikarzy potrafiących świetnie pisać i mających potężną, znacznie większą ode mnie, wiedzę o tej muzyce (by wymienić choćby, przychodzących mi na myśl w pierwszej kolejności Marcina Flinta, Andrzeja Całę czy Filipa Kalinowskiego), ale generalnie, mocno eufemistycznie rzecz ujmując, z poziomem polskich portali czy blogów traktujących o hip-hopie nie jest dobrze.

Tu od razu zastrzegę: od założenia tylkodobrerapy.pl w 2013 roku sporo w tej kwestii zmieniło się na lepsze. Wydawnictwo „To nie jest hip-hop. Rozmowy” czy serwis Newonce.net, gdzie chłopaki odwalają kawał dobrej roboty, dobitnie pokazują, że da się pisać o tej kulturze z finezją, polotem, jednocześnie bazując na porządnym, dziennikarskim warsztacie. To jednak tylko kropla w morzu, o czym najlepiej świadczy poziom publikacji poświeconych aresztowaniu Kaza Bałagane po koncercie we wrocławskim klubie Akademia.

Od poniedziałkowego poranka branżowe portale bombardowały nas informacjami na ten temat. Powołując się na „pewne” albo „zaprzyjaźnione z raperem” źródła, ewentualnie relacje „naocznych świadków”, donosiły, że za zatrzymaniem warszawiaka stoi CBŚ (a właściwie to CBŚP, bo to skrót od Centralnego Biura Śledczego Policji, ale kto by się takimi niuansami przejmował).

Tak się składa, że jeden z zaprzyjaźnionych dziennikarzy muzycznych poprosił mnie – z racji tego, że mieszkam we Wrocławiu i dość dobrze odnajduję się w tutejszych realiach medialnych – o pomoc w ustaleniu szczegółów całego zajścia. Jedna krótka rozmowa z panią komisarz, rzecznikiem prasowym CBŚP, nie pozostawiła mi żadnych wątpliwości: ta służba z zatrzymaniem Kaza nie miała nic wspólnego. Drugi szybki telefon wystarczył, by wiedzieć również, że nie stała za tym wrocławska policja.

I po tych dwóch rozmowach, kolokwialnie mówiąc, szlag mnie jasny trafił. Bo to kolejny przykład, gdy rodzimi „dziennikarze hip-hopowi” dali popis absolutnej ignorancji i braków w podstawowym rzemiośle, jakie powinien posiadać każdy, kto zawodowo para się tą dziedziną. Serio, powiedzcie mi, jak można napisać w artykule, że Bałagane został aresztowany przez CBŚ, bez wykonania tak oczywistej rzeczy, jak zweryfikowanie tej informacji u rzecznika tejże służby? Dla mnie niepojęte.

I wcale nie kreuję się tu na dziennikarza o jakimś niezwykłym etosie pracy czy twardej jak głaz etyce. Nie, mówię o elementarnych zasadach, które wpaja się każdemu adeptowi dziennikarstwa na samym początku jego przygody z tym zawodem. I których złamanie, w normalnych redakcjach, w najlepszym razie skończyłoby się srogim opie*dolem od wydawcy, a w najgorszym – wyrzuceniem na zbity pysk z pracy. O ironio, najrzetelniejszy artykuł o całej sprawie znalazłem na Glamrapie, czyli jakby nie patrzeć, hip-hopowym odpowiedniku Pudelka.

Ale zatrzymanie Kaza Bałagane to tylko wierzchołek góry lodowej. Normą są choćby newsy na podstawie facebookowych czy instagramowych postów raperów. Weźmy głośne „zamknij dupę łaku” Bonsona w kierunku Young Multiego czy też najnowszy przykład skrytykowania przez Wojtka Sokoła farsy zwanej Fryderykami. W tym drugim przypadku dodatkowy „smaczek” polega na tym, że Sokół napisał komentarz z prywatnego konta na FB, a jak podkreślał w niedawnym wywiadzie dla gazeta.pl, przy okazji premiery solowej płyty, chciałby, aby wyrażane tam prywatne opinie takimi pozostały. Ale kto by się tym przejmował, news to news!

Generalnie z rzadka wdaję się w internetowe dyskusje, ale sam kiedyś nie wytrzymałem i skrytykowałem Popkillera, czyli wiodące hip-hopowe medium w kraju, za to, że oparł swój artykuł tylko na wpisie Sariusa na FB, nie zadając sobie nawet tyle trudu, by odezwać się do rapera i zapytać, o chodzi. A zakładam, że dziennikarze czołowego portalu o rapie raczej nie powinni mieć problemu z uzyskaniem komentarza jakiegokolwiek MC w Polsce. Kwestia chęci, etyki zawodowej i wspomnianego już wyżej warsztatu. A że nie byłem w tym odczuciu osamotniony, najdobitniej świadczy liczba lajków, jakie zebrał mój wpis. Ludzie po prostu chcą rzetelnych tekstów, a nie copy-pastów z social media.

Jasne, niech ten, kto nigdy nie poszedł przy pisaniu tekstu na łatwiznę albo nie skusił się na użycie clickbaitowego tytułu, pierwszy rzuci kamieniem. Mi też się to zdarza, ale zawsze – nawet prowadząc, zupełnie hobbistycznie, tego bloga – staram się pilnować, by artykuły, pod którymi się podpisuję, były dopracowane, poprawne językowo, poparte porządnym researchem i wypełnione sprawdzonymi informacjami. I tylko tyle. Choć patrząc po niektórych mediach zajmujących się hip-hopem, chciałoby się powiedzieć: aż tyle.

Dodaj komentarz