Mes, bez żbików Ci lepiej!

lepsze_zbikiTo byłaby świetna płyta, gdyby nagrał ją jakikolwiek inny polski raper. Ale nie Mes – gość, który każdą swoją kolejną solówką coraz to wyżej wieszał poprzeczkę konkurencji, przekraczał muzyczne granice, nie bał się eksperymentów (niekonieczne zresztą zawsze udanych), przełamywał tabu ocierając się o liryczny ekshibicjonizm i wywołując często żarliwe dyskusje na temat swoich kontrowersyjnych poglądów.

Teraz dostaliśmy fajny album. I tyle. Taki, co to umila jazdę samochodem, idealnie nadaje się jako tło do długich pogawędek przy piwie w ciepłe, letnie wieczory i który bez obciachu można puścić znajomym słuchającym rapu od wielkiego dzwonu. Ale nie tego oczekujemy od Typa. Jego numerów z poprzednich płyt słucha się w skupieniu, z wypiekami na twarzy i uciszając tych, którzy akurat nieopatrznie chcą coś powiedzieć.

Na „Lepszych żbikach” takich kawałków jest jak na lekarstwo. Znakomity, dla mnie najlepszy na płycie, „The Chauvinist” z hipnotyzującym, niemal fizycznie zimnym bitem Szoguna, na którym Mes znów choć na chwilę uchyla drzwi do swojego specyficznego świata. Na takie momenty mający głód autobiografii fani czekają i chcą ich zdecydowanie więcej. Jest jeszcze „Ostrość” z niezawodnym Pyskatym (chyba jedynym ze stada żbików, który potrafi dotrzymać kroku gospodarzowi), jest wciągający storytelling w „Prawdzie”, są dwie całkiem zgrabne socjologiczne opowiastki – „Patrzę w rachunek” z mistrzowskim, wwiercającym się w głowę refrenem i „Zje*ane miasto”.

Zdarzają się jeszcze perełki w innych numerach. Myślę tu o kapitalnej, zarapowanej na totalnym luzie i bujającej zwrotce w „Urszuli” (czemu tylko jedna na dwie zwrotki Pacaka?!) czy mocnej opowieści o rewersie femme fatale w „Esta Loca”. Pozostałe 16-stki gospodarza wlatują jednym, a wylatują drugim uchem – nie do tego nas pan Piotr przyzwyczaił, oj nie. Szkoda, że w momencie kiedy Mes wydaje się być w szczytowej formie w  swojej karierze jeśli chodzi o skillsy (bo pod względem flow ucieka on innym raperom coraz szybciej i ledwo już ich widzi we wstecznych lusterkach, a i technicznie wersy poskładane są nienagannie), jednocześnie ma niewiele ciekawych rzeczy do opowiedzenia.

Jako że przyjęta przez Mesa konwencja albumu pozwoliła mu na mniej rapowania, dostaliśmy więcej niż na poprzednich płytach bitów jego autorstwa. Chyba niepotrzebnie. Piotrek wyprodukował „Lepsze Żbiki” do spółki z Szogunem i to ten drugi bitmejker gra tu zdecydowanie pierwsze skrzypce. Jego mroczne, niepokojące podkłady (poza dla odmiany ciepłym, ale też udanym bitem do „Mieć czas”) tworzą niesamowity klimat. Może nie są aż tak nowatorskie (jak na polskie realia) jak na „Muzyce Rozrywkowej” Pezeta czy „Superextra” Wdowy, ale i tak na długo zostają w głowie. Mes z kolei serwuje szczyptę g-funku, odrobinę A Tribe Called Quest i to wszystko brzmi jak należy, ale trochę brakuje polotu i tego „czegoś”. Typ raperem jest wybitnym, producentem poprawnym, więc mógłbym skupić się na nawijaniu, a bity zostawić zdolniejszym kolegom. Aż się prosi o jakieś petardy od Kixnare’a, SoDrumatica, Bob Aira czy Donatana.

Było długo o Mesie, będzie trochę o żbikach. Już kilka wpisów temu pisałem o obawach, że okażą się one lepsze tylko z nazwy. Tak też niestety się stało. Wyjątków jest niewiele – o Pyskatym już wspominałem, świetną 16-stką błysnęła Wdowa, dobre momenty ma Kuba Knap, zdecydowanie najbardziej obiecujący z całej młodej gwardii Alkopoligamii. Reszta wypadła co najwyżej przyzwoicie (Stasiak, Małolat, Hade), blado (Mada, Ciech, Głośny czy Rymek) lub po prostu słabo jak LJ Karwel (w przeciwieństwie do Knapa to najgorzej rokujący z ostatniego zaciągu zawodnik). Jak można było mu dać w całości tak świetny bit do kawałka „Tam mnie nie znajdą”, który Karwel kaleczy swoim zalatującym na pierwszy niuch nosa Magikiem flow. W 2013? Serio?

Osobne słowo należy się Pjusowi, który mimo bardzo poważnych perypetii zdrowotnych dał w „Ostatnio ich nie widzę” naprawdę porządną zwrotkę. Choć na powrót do formy z czasów 2cztery7 raczej nie ma co liczyć, to i tak najnowsza 16-stka daje nadzieję, że Karol jeszcze nie raz nas zaskoczy. Bez zarzuty spisali się też śpiewający goście – Tomson, Martina Matwiejczuk, Piotrek Pacak i najlepsza z tego grona Monika Borzym.

Szkoda, że Typ nie zdecydował się na wydanie tej płyty po prostu jako mixtape’u Alkopoligamii (o takim pierwotnym pomyśle wspominała kiedyś Wdowa), a wybrał konwencję solo+duża liczba gości. Cóż, ksywka Mes zobowiązuje i jeśli sygnują się nią krążek, oczekiwania zdecydowanie rosną. I już nie wystarczy nagrać po prostu dobry album.

„Ten Typ Mes i Lepsze Żbiki” Alkopoligamia 2013

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=4K9sNfcfBaU&feature=player_embedded&list=PLx4xyujdGMegpMgDempmmy10CG2dcSfka]

Jedna myśl na temat “Mes, bez żbików Ci lepiej!

Dodaj komentarz